Pielgrzym

Pielgrzym

(Legendy Świętokrzyskie , Jerzy Stankiewicz – KAW 1988)

 

Legenda o pielgrzymie

 

Przy “drodze królewskiej”, prowadzącej z Nowej Słupi na Święty Krzyż, upamiętnionej wieloma pielgrzymkami króla Władysława Jagiełły i innych władców polskich, od wieków stoi tajemniczy posąg. Dotychczas nie wiadomo, skąd się wziął u podnóża Łysej Góry. Liczne i różnorodne krążą o nim legendy.

Jedna z nich głosi, że bardzo dawno temu żył dzielny i sławny rycerz, który w rozlicznych wojnach wiele krwi przelał. Rzuciwszy wreszcie rzemiosło żołnierskie, zamierzał resztę życia spędzić w pobożności. Ślubował odwiedzał wszystkie cudowne miejsca w świecie. Był w Ziemi Świętej i Rzymie w oraz wielu innych świętych miejscach, a w końcu postanowił odwiedzić klasztor świętokrzyski.

Pewnego dnia przybył do Nowej Słupi. Chwalił się mieszkańcom, że modlił się w murach najsłynniejszych świątyń na całym świecie. Że jest najpobożniejszym człowiekiem na ziemi, i że w godzinę jego śmierci bramy raju będą otwarte. Jako ostatnią wyprawę pątniczą podjął wędrówkę na Święty Krzyż. Aby tu dotrzeć walczył z dzikimi zwierzętami, cierpiał głód i pokonał różne przeciwieństwa losu. Resztę drogi, od rynku w miasteczku, postanowił przebyć na kolanach.

Powoli wspinał się po kamiennej ścieżce na stok Łysej Góry. Ludzie z wielkim uszanowaniem kroczyli obok niego, podziwiając jego wielką wytrwałość. Gdy docierał już do skraju puszczy, w odległym o dwa kilometry klasztorze odezwały się nagle dzwony. A że nie była to zwykła pora, zaskoczeni ludzie zastanawiali się, dlaczego dzwony biją. Wówczas pielgrzym oświadczył z pychą, że dzwony same sie odezwały – na jego cześć, choć oczekiwał czegoś więcej.

Gdy tylko tak wyrzekł, nagle zatrzymał się i skamieniał.  Nie wierząc własnym oczom ludzie z przerażeniem dotykali kamiennej postaci, przed chwilą jeszcze żywej.

Skamieniały pielgrzym nie stoi jednak w miejscu. Odprawiając pokutę, co roku posuwa się o ziarnko piasku ku Świętemu Krzyżowi, a gdy dotrze do klasztoru, wszystkie grzech zostaną mu darowane. Ale wtedy nastąpi koniec świata. Tajemniczy pielgrzym klęczy pokornie, wzrok uniósłszy ku odległemu szczytowi góry. Odziany jest w długą opończę z kapturem okrywającym głowę.

Ciekawostki o kamiennej figurze zwanej Pielgrzymem lub Emerykiem

Tajemniczy pielgrzym klęczy pokornie, wzrok uniósłszy ku odległemu szczytowi góry. Odziany jest w długą opończę z kapturem okrywającym głowę.

Niektórzy przypuszczają, że posąg postawiony został tutaj jeszcze przed najazdem tatarskim w 1259 roku, kiedy to wymordowano lub uprowadzono w jasyr nie tylko zakonników ze Świętego Krzyża, ale i okoliczną ludność. Ani osiadła tu później ludność, ani nowi zakonnicy nie mogli więc znać pochodzenia posągu. Snują, domysł, że przedstawia on Emeryka, królewicza węgierskiego, który darował relikwie klasztorowi na Łysej Górze, a na pamiątkę uwiecznił swoją postać w kamieniu.

Kroniki zaś podają, że za czasów Kazimierza Jagiellończyka w odbudowie świątyni po pożarach w 1447 i 1459 roku pomagał Wacław Jazłowiecki herbu Habdank, starosta ruski i wojewoda podlaski. Rycerz ten wsławił się nie tylko męstwem w walkach z Tatarami, ale okrucieństwem wobec poddanych, zabójstwem biskupa ormiańskiego i własnej żony. Na starość Jazłowiecki porzucił swój zamek i w puszczy świętokrzyskiej resztę życia na pokucie spędził. W ciągu długich lat spędzonych w pustelni, wykuł z kamienia swoją postać i umieścił na stoku góry.

Niewiele brakowało, a posąg zostałby przeniesiony do Warszawy. Bowiem na wniosek biskupa Prażmowskiego, który uważał, że kamienna figura przedstawia Bolesława Chrobrego, ówczesna rządowa komisja wyznań poleciła przewieźć posąg do Warszawy. Po oględzinach oszacowano jednak, że ,,statua niezgrabnie wykuta – nie zasługuje na przeniesienie do stolicy, przeto ma w dawnym miejscu pozostać! Dan w Warszawie 25 maja 1824 r.”