Legenda o Pielgrzymie

← Cofnij - audiobooki

Treść legendy:

Byliście na Łysej Górze? A może tylko słyszeliście o niej? Warto poznać to ciekawe miejsce i związaną z nią niezwykłą legendę o Pielgrzymie.

Położony w sercu Puszczy Jodłowej klasztor z bezcennymi relikwiami drzewa Krzyża Świętego dał nazwę całemu regionowi świętokrzyskiemu. Już najmłodsi turyści poznają to miejsce - z rodzicami lub na wycieczce szkolnej. Ciekawość wiedzie najmłodszych przez klasztorne krużganki, którymi od wieków przechadzali się królowie, mnisi i pielgrzymi. Widok gołoborza - ogromnego pola skalnego skrytego wśród prastarych jodeł - pozostaje w pamięci na długo.

Przewodnicy i mieszkańcy okolicznych wiosek znają wiele rozpalających wyobraźnię historii, którymi chętnie dzielą się z przyjezdnymi. Jedna z nich to opowieść szczególna. Zaczyna się od nietypowego gościa, który od wieków zmierza ku łysogórskiemu opactwu. I lepiej dla nas, by nigdy tam nie dotarł...

U podnóży Łyśca, w miejscowości Nowa Słupia, stoi skromna figura. Smagana srogim wiatrem, nękana deszczem i śniegiem już dawno straciła swój kształt. Wciąż jednak można rozpoznać w niej zarys postaci. Odziana skromnie w długi płaszcz, z rękami złożonymi do modlitwy, zwraca się twarzą w stronę tonącego w łysogórskich mgłach opactwa. Tego dziwnego Pielgrzyma spotkamy przy szlaku zwanym Drogą Królewską. Tędy na szczyt Łyśca wchodzili władcy i najznamienitsi pielgrzymi, a wśród nich sam król Jagiełło przed wymodloną wśród klasztornych murów wiktorią grunwaldzką. Tędy też przed wiekami zmierzał niezwykły pątnik…

Sława jego czynów zawitała do Nowej Słupi na długo przed wizytą króla. Jak to było? Posłuchajcie...

Oto na szczyt Łysej Góry zmierza rycerz! Ten jedyny, w boju waleczny, pobożny wielce, odważny i lojalny wobec swego władcy. Ten, co po latach wyczerpującej wojennej tułaczki porzucił stan rycerski. Ten, co miecz odrzucił i uroczyste śluby złożył, że resztę swego życia spędzi, pielgrzymując do wszystkich miejsc świętych. I tak odwiedził już i Rzym, i Jerozolimę, i Santiago de Compostella. Nie pominął żadnego świętego miejsca oprócz jednego jeszcze, jego sercu najbliższego  - najstarszego polskiego sanktuarium.

Wiele trudu włożył, by dotrzeć w to skryte wśród jodłowej puszczy miejsce. Niestraszne były mu jednak głód, brak snu, dziki zwierz i zbójcy. Oto stanął, w glorii porannego słońca, w sercu Nowej Słupi u stóp Łyśca. Wokół rynku zgromadziła się gawiedź ciekawa tego stąpającego po ziemi świętego. Z Pielgrzyma biła duma i buta. Zgromadzony tłum spijał z jego ust opowieści o podróżach w święte miejsca. Sam chwalił swą pobożność i aby jeszcze świętszym się wydać, padł na kolana i uroczyście przysiągł, że resztę drogi do klasztoru pokona na klęczkach, nie bacząc na trudy górskiej wyprawy wśród prastarej puszczy.

Ciżba gęstniała. Ciekawscy gapie nie opuszczali pielgrzyma ani na krok. Patrzyli, jak ten w trudzie i znoju zmierza ku ostatniemu świętemu miejscu. Wreszcie dotarł na skraj lasu. Wiatr tańczył wśród drzew, poruszając delikatnie młodymi bukowymi listkami. Nikt nie śmiał zakłócić pobożnej ciszy. Nikt z tłumu nie wydał z siebie najlżejszego nawet głosu, najdelikatniejszego  nawet oddechu.

I wtem ze szczytu Łyśca odezwały się klasztorne dzwony. Grzmiący, triumfalny dźwięk rozniósł się falą w milczącym dotąd powietrzu. Przez tłum przeszedł pomruk zdziwienia: Toż to nie czas, by dzwony biły! Niezwykły one o tej porze się odzywać! Co się stało? Dlaczego opat w nie uderzać kazał?

- Głupcy! Czyny me znacie i śmiecie jeszcze się dziwić, czemu dzwony biją? - odezwał się pielgrzym. - Ich serca uderzają na cześć i chwałę moją! Dzwony mądrzejsze są od opata! Same się odezwały, bo wiedzą, że oto ja, człowiek najwspanialszy, zbliża się do klasztornych bram! - wołał wędrownik.

Ledwo te słowa wypowiedział, zatrzymał się w swej drodze i na oczach tłumu zamienił się w kamień. Zdziwieni ludzie, nie wierząc zmysłom, dotykali posąg, wznosili modły o łaskę dla tego niezwykłego człowieka. Na próżno! Raz zamieniony w kamień, na wieki kamieniem pozostał.

Jednak Pielgrzym nie stoi w miejscu, lecz mozolnie zmierza ku górze. Co rok przesuwa się tylko o tyle, co najmniejsze ziarnko piasku. Jego pokuta zakończy się, gdy wreszcie dotrze do bram klasztoru na Łyścu. Wtedy grzech pychy będzie mu odpuszczony. U kresu jego podróży czeka nas jednak... koniec świata.

Wędrując na Święty Krzyż, zatrzymajcie się choćby na chwilę przy tej tajemniczej figurze. Wokół szumią jodły. Od szczytu Łysej Góry dzieli Was zaledwie kilkadziesiąt minut, a naszego Pielgrzyma - setki, jeśli nie tysiące lat wędrówki.

 
Projekt Legendy Świętokrzyskie – seria 10 audiobooków dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu Kultura w Sieci