Madej

Madej

Zebrał i opracował: ksiądz Walenty Ślusarczyk            

Pewien możny kupiec udał sie wozem po towar do Krakowa. A ponieważ droga daleka, kupiec chciał nabyć jak najwięcej materiału handlowego, by mu na dłuższy czas starczyło w sklepie. Toteż naładował pełen furgon i jadąc z powrotem, pod wsią Trzcianką, wóz ugrzązł w błocie i w żaden sposób z tego trzęsawiska wydobyć się nie mógł. Długo się męczył i trudził, aby na twardą drogę się wydostać, a gdy praca jego okazała się daremna – zwątpił.

Zrozpaczony, złamany na duchu i przygnębiony niepowodzeniem zauważył idącego człowieka od strony Bartoszowin. Ucieszony, że ten nieznajomy pomoże mu wybrnąć z tej kłopotliwej sytuacji, po zbliżeniu do wozu prosi go o pomoc. Nieznajomy godzi się wyprowadzić wóz na twardą drogę pod warunkiem, że kupiec da mu to,co w domu zostawił, a czego przedtem nie miał. Zrozpaczony kupiec godzi się na podany warunek, bo i cóż miał robić. Podpisano umowę. Cyrograf gotowy. Nieznajomy chwycił wóz i wyniósł go na grunt twardy, a kupiec założywszy konie, do upadu z łatwością podążył w dalszą drogę. Wjeżdżając w bramę swojego domu, służąca z wielką radością oznajmiła, że pani domu powiła syna.

Zrozumiał kupiec swój błąd i w smutku nikomu nie mówiąc, skierował swoje kroki do mieszkania, aby powitać żonę oczekującą męża z pewnym lękiem o niebezpieczeństwo w czasie podróży. Chłopiec wzrastał i dobrze się rozwijał, był wesół, lecz go gnębiło tatusia przygnębienie. Nabrawszy odwagi zapytał o przyczynę. Z pewnym lękiem zdecydował się ojciec szczerze i otwarcie wyjawić przyczynę smutku.

Syn uważnie słuchał opowiadania ojca, który szczegółowo i z żalem opowiadał przygodę, jaka go spotkała w drodze. Opowiedział, jak zgodził sie za okazaną mu pomoc podpisać cyrograf na własnego syna, oddając go opiece piekłu.

Po wysłuchaniu tej przykrej nowiny, odezwał się syn do ojca: „Wiem tatuś, co zrobię, pójdę do piekła i odbiorę diabłu cyrograf”.

I poszedł syn szukać wejścia do piekła, a przechodząc leśną drogą obok Świętego Krzyża, zbłądził w puszczy. Błąkając się po górzystym terenie przypadkowo trafił na wejście do jaskini między skałami. Z wielką obawą wszedł i ku swemu zdziwieniu ujrzał staruszkę gotującą jedzenie. Ta oznajmiła mu, że tu mieszka jej syn Madej, chwilowo nieobecny. Wtedy dopiero zrozumiał nasz podróżny w czyje ręce dostał się, i na pewno nie wyjdzie stąd żywy.

Widząc zmartwienie młodzieńca staruszka obiecała ukryć go w bezpiecznym miejscu. Madej wrócił ze zbójeckiej roboty. Dowiedział się, że ktoś nieproszony samowolnie, mógł wejść do niego i może kiedyś zdradzić tajemne wejście do pieczary. Podniósł pałkę z zamiarem roztrzaskania podróżnego.

Matka wstrzymała zbójeckie zapędy syna, a chłopiec wystraszony i skruszony opowiedział całą historię o cyrografie i dokąd idzie. Madej słuchał, a po namyśle rzekł: „No to idź i w piekle zobaczysz co szatani przygotowali Madejowi, a wracając wstąp do mnie i dokładnie opowiedz – życie ci daruję. Uczynisz to? Chłopiec przyrzekł opowiedzieć wszystko i opuściwszy pieczarę udał się na poszukiwanie piekła. Po długiej wędrówce nareszcie dotarł. Zbliżył się do bramy, na której dużymi literami były wypisane słowa:„Kto raz tu wejdzie, ten nigdy stąd nie wyjdzie”. Przeraził się grubością, siłą i wielością zamknięcia piekielnego. Przez drzwi zamknięte usłyszał ze środka wrzask, pisk, warczenie, jęki i przeraźliwe krzyki, przeklinania i bluźnierstwa.

Nie wiedział co ma dalej począć, iść czy wrócić od bramy. Lecz cyrograf był jego celem, po który się wybrał. Zakołatał. Drzwi szybko zgrzytnęły i w otwartym przejściu ukazał się uzbrojony diabeł. Nasz pielgrzym wyjawił chęć widzenia się z Lucyferem, na co furtian – diabeł wyraził zgodę i wpuścił go do środka. Tu zobaczył nasz młodzieniec przerażające obrazy: otchłań okrutną pełną przerażającego i nieugaszonego ognia, podłogę – jeden strumień węgli rozżarzonych do czerwoności, smoły i siarki dymiącej. Ściany to rozpalone kamienie, z których bez przerwy sypią się oślepiające iskry. Pułap – to jedna masa ognia, z którego wyskakują błyskawice pioruny i kule ogniste, jak grad ulewny. Idąc posuwali się w głąb tej piekielnej czeluści, a przed oczami ukazywały się nowe obrazy. Diabeł objaśniał: tu pierwsze spotkanie dusz przychodzących do naszego królestwa. Najpierw zdzierają skórę na czole ze znakiem ochrzczonym i wypalają znak przynależności do towarzystwa potępieńców. Dalej nieszczęśliwca przykuwają do łoża ognistego, a stojący szatan znęca się nad swoją ofiarą zadając jej różne i wyszukane cierpienia. Tu znowu dziewczyna w ubraniu z ognia, tańczy boso po rozpalonej podłodze, a diabeł batem żelaznym popędza. Tam młodzieniec jakby w kotle ognistym, wszystko się z nim gotuje i wrze, a on jęczy i krzyczy. Dalej widzi złodzieja i bandy wpychane do rozpalonej jaskini, gdzie podają ogniste dukaty do połykania. A gdy połknąć nie może to rozpalonym prętem przepychają w gardle. Dalej już patrzeć nie mógł na tą straszną męczarnię potępieńców i prosił swojego przewodnika by go najprędzej doprowadził do Lucyfera. Wreszcie przyszli do ogromnej postaci siedzącej na czerwonym tronie. To pan i władca podziemnego królestwa – ekscelencja Lucyfer – objaśnił przewodnik.

Nogi i ręce skute grubymi łańcuchami i przywiązane do ściany, oddech to ogień buchający i płomień zapalający, a spojrzenie to pioruny ciskające. Przewodnik z lękiem i drżeniem przedstawił swemu panu i władcy cel przybycia w podziemia naszego bohatera, który pragnie zabrać cyrograf podpisany przez jego ojca. Lucyfer słysząc to, pienił się ze złości i ryczał z wściekłością, aż podziemie się trzęsło i ogień szczelinami wydobywał się na powierzchnię ziemi. Nasz młodzieniec stał nieugięty i znakiem krzyża zmuszał Belzebuba do wydania papieru. Ze strachu i bojaźni diabły pokryli się i przyglądali niecodziennej scenie, kto zwycięży. Krzyż zwyciężył.

Chłopiec cyrograf otrzymał i pospiesznie opuścił podziemne piekło. Wracając odwiedził Madeja i jego matkę, szczegółowo im opowiedział wszystko, co widział i jakie czarcie łoże przygotowali diabły Madejowi. Zbój słysząc, jakie męki czekać go będą po śmierci, przezornie badał każde słowo i rozpatrywał dokładnie dany problem. Zadumał się nad swoim losem, a myśli gnębiły się w jego głowie nad rozwiązaniem swojego dalszego życia, aż w końcu rzekł: „Chłopcze, ja z dniem dzisiejszym przestaję trudnić się rozbojem i rozpoczynam pokutę, a tą pałę co ludziom życie odbierałem wbijam przy tobie w ziemię i łzami ją będę podlewał, aż wyrośnie. A ty gdy zostaniesz biskupem krakowskim przyjedziesz w te Góry Świętokrzyskie i pod tym drzewem mnie wspomnisz”.

Młodzieniec przyrzekł uroczyście wypełnić prośbę Madeja i pożegnawszy go wyruszył w dalszą podróż.

Mijały lata, chłopiec szkołę skończył i biskupem krakowskim został, a o Madeju zapomniał.

Jadąc pewnego razu na Św. Krzyż, w lesie, woźnicę i biskupa doleciał silny aromat jabłek. Zatrzymano powóz, woźnica pobiegł sprawdzić rzeczywistość owoców. Jakież było jego zdziwienie, gdy pod potężną i rozłożystą jabłonią obsypaną owocami, ujrzał starca z długą siwą brodą pogrążonego w gorącej modlitwie. O tym spostrzeżeniu zakomunikował ekscelencji. Dopiero teraz biskup przypomniał sobie Madeja i natychmiast udał się

w kierunku wskazanym przez woźnicę. Spotkali się starzy znajomi i rozpoczęła się długa spowiedź. Każdy grzech wyznany przez Madeja, biskup widział, jako jabłko w gołębia zamienione i w przestworza unoszone. Przy końcu spowiedzi jeszcze zostało jedno jabłko, bo Madej nie wyznał, że ojca własnego zabił. Gdy to powiedział ze skruchą, i ostatnie jabłko zamieniło się w białego gołębia, który uleciał pod niebo. Po otrzymaniu rozgrzeszenia, nasz długoletni pokutnik – Madej w proch się rozsypał.