Legendy Chęcińskie

Legendy Chęcińskie

Miejscowa legenda, rozpowszechniona wśród mieszkańców Chęcin, przypisuje założenie zamku  – wbrew prawdzie historycznej – królowej Bonie. Prawdą jest to, że w zamku chęcińskim przechowywano pod strażą Włocha Brancaccia jej skarby. Po śmierci męża, Zygmunta I, królowa mieszkała tu przez pewien czas, oczekując zezwolenia od Zygmunta Augusta na wyjazd do Włoch. Król wielokrotnie słał senatorów, siostry i posłów królowej matki, aby nie robiła im wstydu przed obcymi narodami i nie opuszczała Polski, sprawiając wrażenie, że od dzieci własnych uciekać nie musi. Ale Bona ubłagać się nie dała i w 1555 roku, po trzydziestu ośmiu latach pobytu w Polsce, wyjechała, zabierając wiele złotych i srebrnych precjozów.

Wozy w orszaku Bony musiały być pełne skarbów wywożonych do Włoch, skoro – jak ludność okoliczna utrzymuje – przy przeprawie przez rzekę Nidę most załamał się pod ciężarem tych kosztowności. Przypadek ten tłumaczy nazwę pobliskiej wsi – Mosty.

Któż nie zna chęcińskiego zamku, górującego nad okolicą? Trzy wysokie wieże, od wieków zrośnięte ze skalistym wzgórzem, widoczne są ze wszystkich stron.

Do zamku wjeżdżano od strony wschodniej – przez fosę i wystającą ku przodowi bramę, zaopatrzoną w tak zwaną bronę. Obok wschodniej baszty znajdowała się kaplica ze skarbem. Przy murze północnym, od strony miasta, mieścił się główny dom mieszkalny, w którym rezydował królewski starosta oraz znajdowały się pokoje gościnne dla króla i jego świty. W nich przebywała również królowa Bona, zanim nie opuściła Polski. Jeszcze po wielu latach, mimo, iż nocą na murach chęcińskiego zamku płonęły ognie, duch Bony, który w postaci czarnej damy snuł się po dziedzińcu, jeżył ze strachu włosy na głowach strażników.

I teraz, gdy północ wybije, a księżyc zawiśnie ponad zamkowymi wieżami, jakieś cienie przesuwają się po murach. Czasami pojawia się królowa Bona, która ponoć od wieków bezskutecznie poszukuje w ruinach resztek swych skarbów. Kiedy znika duch królowej – słychać oddalający się w stronę wschodu stukot jej karety. Ale nie tylko zjawa królowej straszy w zamku. Niekiedy podczas ciemnej nocy błyska światło na wieży chęcińskiej warowni, a po chwili, jakby w odpowiedzi, podobny ognik jaśnieje na zamkowych murach w Mokrsku nad Nidą. Czyżby wojewodzianka  Kmitówna odpowiadała umówionym znakiem swemu kochankowi?

 

Legendy Świętokrzyskie , Jerzy Stankiewicz – KAW 1988