Czarownica i parobek

Czarownica i parobek

 

Pewna dziedziczka miała w swoim folwarku gospodynię, o której nikt nie wiedział że była czarownicą, że w każdy czwartek wieczorem nacierała pachy tajemną maścią, wsiadała na miotłę i leciała na Łysą Górę. W piątek o świcie wracała jak gdyby nigdy nic, i wykonywała pilnie swoją robotę. Pani była z niej zadowolona, bo kobiecie robota paliła się w rękach.

Wśród czelandzi, której gospodyni przewoziła, był zazdrosny o nią parobek. Koniecznie chciał się dowiedzieć, dokąd gospodyni się udaje i z kim przebywa. Przyszedł kiedyś do niej wieczorem we czwartek, tak jak zawsze przychodził, i po wieczerzy udał że zasnął. Czarownica sądziła że zmorzył go sen, więc wysmarowała się maścią, dosiadła miotły i wyleciała kominkiem. Parobek widział to wszystko, ale oczom nie wierzył. Wysmarował tajemniczą maścią żarna – i te natychmiast poleciały tąsamą drogą, co i gospodyni. Posmarował cielę, a i ono ku jego zdziwieniu wnet przez komin uleciało. Przekonany o czarodziejskich właściwościach maści, wysmarował się cały i wsiadł na miotłę. Z szybkością błyskawicy przeleciał komin i w okamgnieniu znalazł się na szczycie Łysej Góry.

Trwała tam huczna zabawa. Czarownice tańczyły z diabłami, stoły uginały się od jedzenia i picia. Gospodyni biesiadowała tam ze swoimi siostrzycami, a po skończonej uczcie w pierwszej porze hulała czartowskiego obertasa. Wtedy spostrzegła parobka za drzewem i rozgniewana jego zdradą, zemściła się srodze. Zaczarowała go, uśpiła, i zaniosła do piwnicy bogatego kupca w Gdańsku, gdzie właśnie tej nocy złodzieje skradli obfity zapas wina. Służba miejska schwytała śpiącego parobka i oddała pod sąd jako sprawcę kradzieży. Nic nie pomogły tłumaczenia nieszczęśliwego parobka, że jest niewinny: skazano go na karę śmierci.

Kiedy skazańca wprowadzono na plac kaźni, parobek przypomniał sobie, że ma jeszcze przy sobie trochę maści czarownicy. Posmarował się nią, i po chwili porwany pędem wichru leciał nad lasami, rzekami, miastami i siołami. Wrócił do domu szczęśliwie i opowiedział wszystkim o tym zdarzeniu.

 

Legendy Świętokrzyskie , Jerzy Stankiewicz – KAW 1988