Emeryk - powstanie Św. Krzyża

← Cofnij - audiobooki

Treść legendy:

Łysa Góra, Łysiec, Święty Krzyż… jedna góra - trzy nazwy. Jedna góra - dziesiątki opowieści i legend z nią związanych. Nie ma drugiego miejsca, które już od najdawniejszych czasów tak rozpalałoby ludzką wyobraźnię. Może to przez gołoborza - rumowiska skalne, których próżno szukać w innych górach? Może przez najstarsze polskie sanktuarium, którego początki toną w mrokach dziejów? A może przez prastarą puszczę jodłową, która od wieków porasta szczyty Łysogór? Pewne jest jedno - szczyt zwany Świętym Krzyżem dał nazwę całemu łańcuchowi górskiemu, a także i regionowi między Wisłą a Pilicą.

Gwiazdy srebrzyły się już na niebie, gdy węgierski orszak zbliżał się nieśpiesznie do skromnego, myśliwskiego schronienia. Już na skraju puszczy gości powitała drużyna najwierniejszych wojów władcy polskiego Bolesława. Teraz prowadzili oni Węgrów przez labirynt leśnych ostępów.

Królewicz uśmiechnął się na widok domostwa i światła rozcinającego mrok puszczy. Emeryk, bo tak na imię miał młodzieniec, zsiadł z wierzchowca. Z oddali dobiegały tubalne śmiechy i dźwięki instrumentów. Miejscowi czekali na węgierski orszak. Nieczęsto pojawia się tu gość tak znamienity, jak syn węgierskiego króla, a Bolesław doskonale wiedział, jak godnie przyjąć podróżnych. Uniżenie zaprosił wszystkich w swe skromne progi. Stoły uginały się pod jadłem, a miód przelewał się z pucharów. Podczas uczty władca wznosił liczne toasty. Ogłosił również, że kolejny dzień wszyscy rozpoczną wielkim polowaniem - ukochaną rozrywką średniowiecznych władców i wojów!

Wreszcie biesiada zakończyła się. Znużony daleką drogą i gwarem Emeryk mógł udać się na spoczynek. Zacisnął dłoń na wiszącym na szyi amulecie. Skromna to była ozdoba, a jakże cenna: oprawione w złoto drzazgi drewniane z samego krzyża świętego, na którym Chrystus złożył swoją największą ofiarę. Ten niezwykły przedmiot królewicz otrzymał wraz z błogosławieństwem przed długą i pełną niebezpieczeństw podróżą w darze od swego ojca - króla Węgier Stefana I. Chłopak pomyślał ciepło o ojcu i swoim kraju. Choć z dala od domu, poczuł się bezpiecznie. Zapadł w upragniony sen.

Nowy dzień goście królewskiej siedziby powitali ochoczo. Mężczyźni, zbici w niewielkie gromadki, życzyli sobie szczęśliwego polowania. Osiodłane konie rżały niecierpliwie. Wokół szczekały drażnione zapachem dzikiego zwierza psy. Wreszcie ruszyli, by po chwili zniknąć w nieprzebytych, pełnych dzikiego zwierza lasach, słynących z owocnych, lecz niebezpiecznych łowów.

Emeryk wraz z kilkoma kompanami ruszył śmiało w stronę najwyższych szczytów. Zaciekle przedzierał się przez gęstwinę, pozostawiając swych towarzyszy daleko w tyle. Młodzieniec zatrzymał się i zsiadł z wierzchowca. Każdy kolejny krok stawiał coraz wolniej i mniej pewnie. - Odwagi - pomyślał i musnął dłonią amulet. Nagle coś zaszeleściło w pobliskiej kniei. Chłopak zamarł. Nasłuchiwał. Znów jakiś ruch. Serce przyśpieszyło. Po chwili lęk przegrał jednak z ciekawością. Bezszelestnie odwrócił się. Przed nim stał dorodny jeleń. Zwierzę podniosło oczy na Emeryka. Wciągnęło nozdrzami obcą woń człowieka, kojarzącą się ze śmiertelnym niebezpieczeństwem. Jedno uderzenie serca Emeryka później - jelenia już nie było.

Królewicz rzucił się w szaleńczą pogoń. Nie chciał przynieść wstydu sobie i swemu ojcu! Rozum zasnuła mu mgła młodzieńczej odwagi i szaleństwa. Zatrzymał się. Ciężko łapał powietrze. Nagle usłyszał trzask łamanych gałęzi. - Zwycięstwo! - pomyślał Emeryk na widok wyczerpanego pościgiem jelenia, którego poroże zaplątało się w gęste zarośla. Zwierzę bezradnie tłukło racicami o ziemię. Im bardziej się szarpało, tym mocniej gałęzie zaciskały się na bezradnym, opadającym z sił ciele.

Młodzieniec uśmiechnął się. Tej okazji nie może przepuścić! Wyciągnął strzałę, napiął cięciwę i wycelował łuk w bezradne stworzenie… Na moment ich spojrzenia spotkały się. I właśnie w tej ulotnej, jak górska mgła, chwili Emeryka oślepił blask bijący z krzyża lśniącego nad porożem zwierzęcia. Porażony jasnością królewicz odrzucił łuk. Oniemiały spostrzegł, że jeleń zniknął bez śladu.

Tymczasem niewysokie góry spowił mrok nocy. Zagubiony w sercu puszczy, strudzony daremną gonitwą za jeleniem, królewicz padł na kolana. Ściskając relikwie krzyża świętego, wzniósł do nieba żarliwą modlitwę. Niebiosa zlitowały się nad jego losem. Po raz kolejny prastare jodły stały się świadkami cudu: z nieba spłynęła jasność, w której ukazał się anioł. Boski posłaniec wskazał Emerykowi drogę do najbliższego siedliska ludzkiego.

- Tam pomocy ci nie odmówią - zapewnił anioł. - Za ratunek musisz jednak wdzięczność okazać i zostawić tam rzecz dla ciebie najcenniejszą... - powiedział.

Niezwykłe to było schronienie - niewielki drewniany klasztor na szczycie góry. Na jej zboczu, niczym ruiny ogromnego zamku, jaśniały wśród drzew rozległe skalne pola gołoborzy. Mnisi, zgodnie z anielską obietnicą, udzielili Emerykowi schronienia, dzieląc się strawą i skromnym posłaniem. Nad ranem, w świetle pierwszego słońca, Emeryk odnalazł swych towarzyszy. W duszy pozostała mu jednak obietnica złożona aniołowi.

Kilka dni po nieszczęsnych łowach Emeryk udał się w barwnej, uroczystej procesji na szczyt tej przedziwnej, łysej jakby góry. Wraz z biskupem krakowskim złożył w skromnej, drewnianej kaplicy najcenniejszą relikwię. Odtąd drzewo krzyża świętego spoczywa bezpiecznie wśród puszczy jodłowej. Bolesław Chrobry, radując się wielce z tego daru, zamienił skromną drewnianą świątynię w  murowany kościół i klasztor, do którego sprowadził mnichów aż z dalekiego Monte Casino.

Na cześć krzyża świętego, który wraz z królewiczem węgierskim Emerykiem przywędrował w te strony, górę z opactwem nazwano Świętym Krzyżem, a góry -  Świętokrzyskimi.

Dziś Łysą Górę tłumnie odwiedzają pielgrzymi i turyści. Jedni szukują tu chwili wytchnienia i cichej modlitwy wśród klasztornych murów. Drudzy wędrują szlakami przez puszczę, by gojść na szczyt góry i rozkoszować się widokiem z kościelnej wieży czy platformy widokowej na gołoborzu. Nikt nie omija łysogórskiego klasztoru, miejsca mocy regionu świętokrzyskiego.
Projekt Legendy Świętokrzyskie – seria 10 audiobooków dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu Kultura w Sieci